Kuchnia Wrocławia - Zabawy karnawałowe w dawnym Wrocławiu
Archeolodzy w kuchni
Historia
Lokale, których już nie ma
Zespół Szkół Gastronomicznych
Potrawy Regionalne
Niedziela, 03 Styczeń, 2010

Zabawy karnawałowe w dawnym Wrocławiu

„Największe harce wyprawiano tu w czasie karnawału, który trwał raz dłużej, a raz krócej, w zależności od pierwszego wiosennego nowiu księżyca, a kalendarzowo był to czas od Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej. Piętnastowieczne kazania wrocławskie piętnowały nie tylko formę zabaw, ale i ich uczestników, stwierdzając:
W te dni (karnawału) zmieniają ludzie swe ubrania, wdziewają maski i skaczą jak kozły; nawet stare niewiasty nie pozostają wtedy cicho […], a przez cały rok siedziały cicho. Szminkują się także dziewczęta i ozdabiają włosy i noszą treny (ogony), jak dumny paw i obnoszą się same po targowisku, jak kupiec swe towary, hulają po ulicach i śpiewają zalotne piosenki diabłu na chwałę, któremu w tych dniach stoją na służbie.
- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail
RSS RSS
Źródła te rozróżniają też kilka rodzajów kuglarzy. I tak „żartownisiami” określało się tych, którzy „robią publiczne żarty, czyniąc widowisko z własnego ciała”. Inną grupę stanowili aktorzy, którzy „przeobrażali i demonstrowali swe ciało, obnażając je przez szpetne gesty i skoki”. Żagański autor piętnastowiecznego rękopisu dzielił ich na dwie grupy: pierwszą stanowili ci, którzy „mówią szpetne słowa i czynią nieprawości”, a drugą grający na instrumentach.
Inne źródło z XV wieku mówi o takich ludziach:
Nie mając stałego miejsca zamieszkania obchodzą dwory możnych i opowiadają żarty, kpiąc i mówiąc obelżywości o nieobecnych. Nazywani byli błaznami lub włóczęgami.
Dalej źródło to konstatuje, że:
Nie nadają się do niczego lepszego jak do żarcia i rzucania obelg.
W XV wieku kaznodzieje zastanawiali się, zapytując:
Czy jest dozwolone, żeby dla żartu lub zabawy, człowiek oszpecał swoją postać i swój naturalny ludzki wygląd, gdy on przez pomalowanie lub zasłonienie nadaje mu straszliwy wygląd, albo wdziewa straszną maskę, albo nosi straszną maskę diabelską i mniema, że jest kimś innym niż człowiek – albo gdy się przyodziewa w skórę oślą lub niedźwiedzią, jakby był osłem lub niedźwiedziem. Stąd należy zapytać, czy człowiek obdarzony zdrowym rozumem może występować jako głupiec dla żartów lub zabawy.
Słuchaczom kaznodzieje dawali odpowiedź jednoznacznie negatywną.
[…] Kuglarze, a także zawodowi muzykanci, grali w karczmie na różnych instrumentach: fletach, piszczałkach, trąbach, bębnach, lutniach, cytrach, harfach, lirach, kobzach i innych. W takt muzyki tańczono w średniowiecznych karczmach. Wyższe warstwy tańczyły tańce dostojne, np. chodzonego. Tańczono też w kółko – wszyscy podawali sobie ręce i poruszali się w rytm muzyki.”
[Fragment książki Janiny Gilewskiej-Dubis, Życie codzienne mieszczan wrocławskich w dobie średniowiecza, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000, s. 167-170]
„Najpopularniejszymi miejscami, gdzie bawiono się podczas karnawału, były oczywiście karczmy. XV-wieczny Wrocław miał ich tak dużo, iż każdy dzień karnawału można było spędzać w innej karczmie. Podczas zabawy wrocławianie przede wszystkim dużo jedli i pili. Z ogromnych naczyń pito nie tylko piwo, ale w późniejszych czasach także wino i gorzałkę. A obyczaj nakazywał wychylać puchary do dna. Trunki podawano często w żartobliwych pucharkach zwanych Vexierrorken. Chcąc opróżnić taki pucharek, należało wyssać trunek przez mały, trudno zauważalny otwór umieszczony na krawędzi wylewu. Krawędź ta oraz ucho pucharka były w środku puste, tworząc z otworem przy dnie wewnętrzny obieg. Kto tego nie wiedział, ryzykował, że wyleje się cała zawartość naczynia. Innymi naczyniami utrudniającymi picie były pucharki szczęścia. Miały one w ażurowej podstawie od jednej do trzech kostek. Opróżniony pucharek obracano i liczono oczka. Suma oczek wskazywała, kto, licząc od lewego, może pić następny.
W kuse dni (ostatnie trzy dni karnawału) wszyscy się przebierali, to za Żydów, to za Cyganów, chłopów, dziadów itp., a wszelkie zabawy w karczmie kończyły się zwykle przy bufecie, gdzie gospodarz częstował gości przekąską, np. śledziami. Jednak w kusy wtorek milkła muzyka i ustawały tańce oraz picie i obżarstwo.”
[Fragment książki Grzegorza Sobela Przy wrocławskim stole, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006, s. 164-165]
Także w późniejszych wiekach podczas karnawału hucznie bawiono się przede wszystkim w mieście – w restauracjach, ale nie unikano też przyjęć w domu, zwłaszcza wśród ludności z wyższych warstw społecznych. Nieodłącznym atrybutem tych spotkań były pączki i poncz.
W sensie kulinarnym okres karnawału był dla wrocławian czasem wielkiego objadania. O tym jak bardzo urozmaicone było karnawałowe menu świadczą karty dań wrocławskich restauracji z przełomu XIX i XX wieku. W pachnącym migdałami, słodkim karnawale wrocławskim serwowano m.in. smacznego karpia, przypominającego dopiero co minione święta, zupę kasztanową i zupę migdałową, comber sarni naszpikowany boczkiem, pieczeń wieprzową ze skórką, podaną z ziemniakami i duszoną kiszoną kapustą, gęś z nadzieniem z suszonych śliwek z musem z jabłek serwowaną z kluskami śląskimi lub steki jagnięce z cielęcymi nerkami podane z kaszą gryczaną i wiele innych smakowitych specjałów.
Receptury na starowrocławskie dania karnawałowe znajdą Państwo w dziale Przepisy.
 
Wróć ...
Kuchnia Wrocławia - Zabawy karnawałowe w dawnym Wrocławiu
.
Dolfil